
Król szwedzki przelał dużo niewinnej krwi. Za karę Bóg rzucił na niego klątwę. Od tej pory monarcha odczuwał wstręt do jedzenia mięsa. Ale jak tu wyżyć w zimnej Szwecji, jedząc tylko jarzyny? Tajemniczy gość, który twierdził, iż przybył z Italii zaproponował królowi, aby za przyjęcie do północnego kraju został jego kucharzem. Miał m.in. przyrządzać na wiele sposobów wszelkiego rodzaju potrawy z ryb.
Następnego dnia postanowiono na próbę skorzystać z jego usług. Obcemu udało się przygotować wspaniałą potrawę. Zrobił to dzięki różnym dodatkom, które miał w swoim podróżnym bagażu.
Codziennie na szwedzki stół trafiały coraz to inne smakowite, ale zaczarowane potrawy. Diabelski plan powoli był realizowany. Pechowa dla czarta okazała się jednak pewna zimowa noc. Postanowił polecieć nad Morze Śródziemne po ryby i przyprawy. Ale się spóźnił i dopiero o dwunastej bez kożucha wybrał się w swoją conocną podróż. Wracał z pełnym workiem sielaw. Gdy był nad Przyjezierzem (miejscowość nad Morzyckiem obok Morynia), zawiał ostry wiatr ze wschodu.
Diabeł zaklął siarczyście, bo musiał lądować na odpoczynek. W dole zobaczył światełko. Była to chata rybaka. Zapukał do drzwi. Gospodarz ugościł go.
Diabeł pociągnął duży łyk wódki. Gdy łapczywie wychylił kilka następnych łyków z butelki, poczuł jakby rozgrzewały go płomienie diabelskiego ognia. Zdawało mu się jakby był u siebie. Podał flaszkę gospodarzowi i tak pili na zmianę. Obaj byli coraz bardziej weseli, języki się rozwiązywały, a czas płynął. … Diabeł przysnął. … Nagle zerwał się widząc, że dnieje. Poderwał się na równe nogi, chwycił worek z sielawą i chciał przejść przez próg, ale rybak stanął w drzwiach i z szelmowskim uśmiechem na twarzy powiedział:
Przerażony diabeł zaczął się tłumaczyć, ale widząc nieustępliwą minę rybaka i jaśniejące niebo zrezygnował. Diabeł przekazując worek potknął się i wyleciał z chaty na zewnątrz a wszystkie ryby wpadły do jeziora Morzycko. I tak sielawy dostały się do tego akwenu. Diabeł był mocno spóźniony. Lecącego czarta zobaczyła służba dworska i doniosła królowi. Widząc co się stało, diabeł już nie ryzykował spotkania z monarchą. Przelatując nad Morzyckiem mógł tylko zapłakać nad swoimi słabościami.